Dodatkową atrakcję owej przygody stanowią, same w sobie,
owe zabytkowe skrzydła drzwiowe.
Najmłodsze mają przeszło 150 lat a najstarsze aż 250.
Naturalnie, zawieszone zostały na zawiasach z epoki a wszystkie użyte zamki także pochodzą z odzysku.
Pamiętajmy, że jeżeli mury magistralne jakiegoś budynku są zdrowe i mocne to tak po prawdzie wystarczy ponownie odbudować nieistniejący dach. Zbyt prędkie użycie określenia ruina może przyczynić się do całkowitej zagłady budowli. To prawda, bywa iż jest to znaczny koszt lecz wielkie założenia posiadają wielkie dachy. Trzeba było ich nie niszczyć po 1992 roku.
Wątpiących mimo to zapraszam do odwiedzin w naszym Zamku po to by móc empirycznie przekonać się o słuszności moich twierdzeń.
A wystarczyło tylko bym miał 15 lat temu takie samo zdanie jak wszyscy… Zamku już by nie było…Z czym kojarzą się znakomitej większości czytelników owe przestrzenie nakryte dachami, zupełnie puste i nie zagospodarowane bądź wręcz przeciwnie, nieludzko zagracone wszelkim dobrem czekającym na swoje lepsze czasy? Bywa, iż nieliczni mieszkają tam w adaptacjach lub w nieco improwizowanym locum.
Tymczasem w Naszym Zamku rzecz ma się zupełnie inaczej. Już wystarczy spojrzeć na wejście prowadzące na pierwsze z trzech pięter głównych strychów by zorientować się, iż mamy do czynienia z diametralnie innym wariantem. Bo któż widział wejście na prozaiczny przecież poziom domu pańskiego oprawione w piaskowcowy, barokowy portal z guttami?! Czyżby nie służba była tutaj głównymi bywalcami a wręcz sami właściciele? Za takim wnioskiem przemawia kilka faktów. Po pierwsze sam ciąg schodowy jest murowany z cegieł a nie drewniany, jak wszędzie. Po drugie na pierwszym poziomie strychów umieszczono sgraffitową, okazałą datę 1565 sytuowaną na renesansowym, piramidalnym kominie centralnej kuchni. Dla kogo data budowy tej kuchni była aż tak istotna można się jedynie domyślać... Po trzecie na pozostałości szczytu zachodniego dostrzec można solidnie kotwione do belki parapetowej okna kutym hakiem... mosiężne kółko! Co było do niego mocowane i dlaczego delikatne kółeczko jest aż tak solidnie przewiązane ze ścianą? I w tym przypadku mosiądz nie kojarzy się ze służebnymi.
W zeszłym roku jeszcze jeden okruch do tej historii dorzucił los. Otóż we fragmencie więźby dachowej pochodzącej z okolicy szczytu wschodniego odnaleziono… kulę, wystrzeloną w drugiej połowie XIX wieku z pistoletu bądź rewolweru. Była to nie udana za pierwszym razem próba zabójstwa czy też przypadkowy wystrzał? Panowie obcowali na co dzień z bronią palną a więc takie sytuacje mogły mieć miejsce. No właśnie, znowu na strychu?
Kochajmy stare budowle za ich niebywałe i niepowtarzalne dzieje pamiętając, że przy odrobinie chęci i samozaparcia możemy także i my stać się ich współtwórcami.
Pozdrawiamy.
Sądzę, iż jest już pora na kilka słów krytyki. Na jaki temat? Ależ naturalnie o kochanych zabytkach a ściślej mówiąc o Naszym „dziwnym” do nich stosunku.
O fakcie braku pomysłu na zagospodarowanie świeckich budowli zamkowo – pałacowo – dworskich już wspominałem. Nowoczesny hotel w średniowiecznym zamku (przynajmniej z zewnątrz i w dodatku z dużej odległości) to dyskusyjny zabytek.
Proszę sobie wyobrazić rzemieślnika, który pracuje w pocie czoła współtworząc piękny zamek bądź pałac a jego budowa i wykończenie trwać będzie 75 lat! Trzy pokolenia! Drzewiej praktyka takowa była normą, liczył się kunszt oraz „finis coronat opus”. Świadomie bądź mniej świadomie pozostawiano przyszłym pokoleniom pyszny pomnik aktualnie panującego poziomu i wrażliwości. Współcześnie mamy przeciętnie dwa lata!! na pomieszczenie hotelu w zniszczonym zamku lub pałacu – tempo narzucone przez względy ekonomiczne… No dobrze a co z zabytkami, co z wnętrzami z charakterystycznym zapachem historii, co z komnatami wyglądającymi jakby ktoś z poprzednich właścicieli dopiero co z nich wyszedł. W Europie takich miejsc jest bez liku, często nadal zamieszkanych. A ile ich jest u Nas w kraju?! Zatem w jaki sposób chcemy uczyć młodzież wrażliwości i szacunku dla dziedzictwa historycznego dając im jednocześnie taki przykład?
Właśnie, dobry przykład. Bez wątpienia jest to najlepsza metoda edukowania dająca pełny i praktyczny rys dziedziny wiedzy, którą chcemy przekazać. Tak przynajmniej uczy MAMA NATURA.
Jak mówi stare chińskie przysłowie „pytaj o drogę tych, którzy powrócili”.
Życzymy Wszystkim dobrego Nowego Roku!

Witam, po dłuższej przerwie. Jaki to piękny widok patrzeć na Zamek, który przez dobrą dekadę uchodził za ruinę raczej pozbawioną szansy na ratunek. Pozdrawiam tak liczne grono ludzi małej wiary!
Z poznaniem zabytków porozrzucanych po terenie jest tak jak z poznawaniem nowego człowieka – doniosłe znaczenie ma odniesione pierwsze wrażenie. Później z reguły bywa już różnie. Patrzymy i oceniamy całość postaci a następnie poszczególne jej elementy składowe. Z budowlami sprawa ma się nie inaczej. Nie ma dachu, brak okien a więc ruina. Osoby, które miały okazję być już u nas i zwiedzać nasz Dom nigdy więcej nie będą nadużywać określenia ruina w stosunku do zaniedbanych budowli historycznych. Często to zwyczajna nieprawda a przy okazji wyrządzenie wielkiej krzywdy zabytkowi przyklejając mu tak fałszywą etykietkę. Przypominam, iż ruina to dom, którego ze względów technicznych bądź ekonomicznych nie da się raczej odbudować. Dom bez dachów lecz ze zdrowymi ścianami nośnymi, magistralnymi jest zwyczajnie domem, który chwilowo pozbawiony został dachów. Nic nie stoi na przeszkodzie by je przywrócić.

Reasumując, pomagajmy i ratujmy a nie dobijajmy deprecjonując ich nadal ogromną wartość, i to nie tylko historyczną. Skoro jesteśmy skłonni dawać ludziom drugą szansę zatem szansa dana najwspanialszemu dziełu ich rąk zamkom, pałacom i dworom – także nie będzie błędem. Tymczasem… siedzimy sobie z żoną w… XIV wieku pijąc poranną kawę w biedermaierowskiej porcelanie. Dla nie wtajemniczonych, jest to pogrążona (60 centymetrów) przestrzeń pod kamiennym sklepieniem schodów na dziedzińcu wewnętrznym posiadająca odsłonięty oryginalny, pierwotny bruk.
Niesamowite, magiczne miejsce! Ruina!? Zapraszamy na kawę :)