
Pełen nadziei i optymizmu rozpoczynam właśnie nowy etap w mojej „karierze” pisarskiej. Jak wiele innych osób.
Chciałbym jednak podzielić się moją prawdą o zabytkach z tymi wszystkimi, którzy nie mogą już patrzeć spokojnie na bestialskie dobijanie resztek polskich budowli dworskich, pałacowych i nade wszystko, tych najstarszych, a więc zamkowych. Wyrzucone poza nawias codziennego życia, właściwie pozbawione miejsca w realnej codzienności giną dewastowane i rozbierane na elementy komuś do czegoś potrzebne. Te najwspanialsze mieszkalne domy stały się okaleczonymi ruinami, zimnymi muzeami bądź, o zgrozo, hotelami z tonami regipsów na ścianach.

Przez setki lat miały te Domy określony, wyrazisty prestiż a wręcz wyznaczały rodom szlacheckim miejsce w hierarchii społecznej. Były podmiotem dumy i przedmiotem pożądania. Obecnie nikt nie ma na nie „pomysłu”.
Moja żona i ja mamy pomysł, wcale w dodatku nie oryginalny. Proszę sobie wyobrazić, że… mieszkamy w zamku, wspaniałym Domu do mieszkania z tym, że już o 700 letniej historii. Ciąg dalszy z pewnością niedługo nastąpi…
Henryk Krynicki