niedziela, 13 listopada 2016

My Home is My Castle



Przynajmniej kilka razy w roku zdarza się nam sytuacja kiedy to zmuszeni jesteśmy do tłumaczenia i potwierdzania, że... naprawdę tutaj mieszkamy! Mijają lata i nadal w Polsce te najlepsze zabytki albo straszą jako ruiny, nieliczne jako zimne muzea lub zwyczajne we wnętrzach hotele. Nadal mieszkańcy tego pięknego kraju zachowują się tak, jakby setki lat historii w ogóle nie istniało. 
To w zamku można mieszkać!? 


Anglicy mają zwyczaj twierdzić, iż ich dom jest ich zamkiem. W przypadku Kapitanowa to zamek jest naszym Domem i jak mniemam zasługuje z tego względu na szacunek. Przez jakiś czas taka dziecinna postawa mogła wydawać się śmieszna. Ale po kilku dalszych latach zaczyna to zwyczajnie irytować.

 Nie, nie dlatego,że pytający jak widać nie mają pojęcia o historii – zamki służyły głównie do mieszkania i tak jest na świecie nadal. A do czego miałyby niby służyć! Problemem staje się nasz narodowy brak szacunku dla wszystkich i wszystkiego. Nie mam na myśli lekkiego rozluźnienia obyczajów lecz oczywisty brak kultury osobistej. Starsi winni pamiętać wbijane nam zasady zachowania u „kogoś w domu”. Tymczasem zarówno młodsi jak i o zgrozo ludzie w zaawansowanym wieku nader często zachowują się w sposób niedopuszczalny. Nawet w miejscach publicznych obowiązują ogólnie przyjęte zasady zachowań a co dopiero będąc gościem w obcym domu. Z przykrością zauważam, iż problem narasta. Nic więc dziwnego, że ludzkie relacje pomiędzy Polakami stają się coraz bardziej nerwowe

 Ktoś powiedział „nie rób drugiemu co tobie nie miłe”, to takie proste i naturalne. Zaczynam się już  nie dziwić tym, którzy jako osoby majętne zamykają przed ludźmi podwoje swoich zacisznych pałaców. Może zwyczajnie mieli już dosyć?

piątek, 19 sierpnia 2016

Ruina czy nie ruina?

Sądzę, iż nadszedł czas najwyższy by poruszyć ten pozornie oczywisty temat. Czym jest dla Państwa ruina? Czy obiekt pozbawiony jedynie dachów jest już nią czy jeszcze nie? Moim zdaniem szafujemy nonszalancko owym określeniem skazując w ten sposób nader często zabytkowe budowle na zagładę. Pamiętajmy, że przyklejona etykieta niestety nadaje osobie bądź przedmiotowi nowy znaczeniowo byt. Nacechowany prawdą lub nie, ale nowy. Tymczasem znakomita większość budowli historycznych, zwana przez ignorantów ruinami, jest stosunkowo łatwa do nie tylko odbudowy ale i reanimacji – ponownego tchnięcia prawdziwego życia w te wspaniałe mury. Doprawdy w niektórych przypadkach ów proces przypominać może wręcz standardowy remont kapitalny wykonywany w budynkach o niewielkim bagażu historycznym. Kapitanowo jawi się tutaj jako modelowy przykład. Już w 2000 roku uznany przez dosłownie wszystkich za ruinę, nawet planowano w przypływie szaleństwa jego rozbiórkę! Tymczasem nawet nie został przebadany, nie wykonano jego inwentaryzacji, zrobiłem ją dopiero ja. Pamiętajmy, że jeżeli mury magistralne jakiegoś budynku są zdrowe i mocne to tak po prawdzie wystarczy ponownie odbudować nieistniejący dach. Zbyt prędkie użycie określenia ruina może przyczynić się do całkowitej zagłady budowli. To prawda, bywa iż jest to znaczny koszt lecz wielkie założenia posiadają wielkie dachy. Trzeba było ich nie niszczyć po 1992 roku.

Nie ma rzeczy niemożliwych są tylko bardzo trudne, wymagające ogromnego wysiłku i determinacji pod przywództwem konsekwencji.
Wątpiących mimo to zapraszam do odwiedzin w naszym Zamku po to by móc empirycznie przekonać się o słuszności moich twierdzeń.
A wystarczyło tylko bym miał 15 lat temu takie samo zdanie jak wszyscy… Zamku już by nie było…

poniedziałek, 15 lutego 2016

Tajemnice strychów Kapitanowa

Z czym kojarzą się znakomitej większości czytelników owe przestrzenie nakryte dachami, zupełnie puste i nie zagospodarowane bądź wręcz przeciwnie, nieludzko zagracone wszelkim dobrem czekającym na swoje lepsze czasy? Bywa, iż nieliczni mieszkają tam w adaptacjach lub w nieco improwizowanym locum.

Tymczasem w Naszym Zamku rzecz ma się zupełnie inaczej. Już wystarczy spojrzeć na wejście prowadzące na pierwsze z trzech pięter głównych strychów by zorientować się, iż mamy do czynienia z diametralnie innym wariantem. Bo któż widział wejście na prozaiczny przecież poziom domu pańskiego oprawione w piaskowcowy, barokowy portal z guttami?! Czyżby nie służba była tutaj głównymi bywalcami a wręcz sami właściciele? Za takim wnioskiem przemawia kilka faktów. Po pierwsze sam ciąg schodowy jest murowany z cegieł a nie drewniany, jak wszędzie. Po drugie na pierwszym poziomie strychów umieszczono sgraffitową, okazałą datę 1565 sytuowaną na renesansowym, piramidalnym kominie centralnej kuchni. Dla kogo data budowy tej kuchni była aż tak istotna można się jedynie domyślać... Po trzecie na pozostałości szczytu zachodniego dostrzec można solidnie kotwione do belki parapetowej okna kutym hakiem... mosiężne kółko! Co było do niego mocowane i dlaczego delikatne kółeczko jest aż tak solidnie przewiązane ze ścianą? I w tym przypadku mosiądz nie kojarzy się ze służebnymi.

W zeszłym roku jeszcze jeden okruch do tej historii dorzucił los. Otóż we fragmencie więźby dachowej pochodzącej z okolicy szczytu wschodniego odnaleziono… kulę, wystrzeloną w drugiej połowie XIX wieku z pistoletu bądź rewolweru. Była to nie udana za pierwszym razem próba zabójstwa czy też przypadkowy wystrzał? Panowie obcowali na co dzień z bronią palną a więc takie sytuacje mogły mieć miejsce. No właśnie, znowu na strychu?

Kochajmy stare budowle za ich niebywałe i niepowtarzalne dzieje pamiętając, że przy odrobinie chęci i samozaparcia możemy także i my stać się ich współtwórcami.

Pozdrawiamy.